W poszukiwaniu siódmej funkcji języka – część 3

Powieść Laurenta Bineta Siódma funkcja języka zabiera nas w podróż po złożonej i niejednoznacznej naturze języka. W poprzednich częściach podsumowania naszej przygody z Binetem (można je znaleźć tutaj i tutaj) zastanawialiśmy się nad tym, czy słynny katalog sześciu funkcji języka można rozszerzyć o jeszcze jedną. W części ostatniej przyjrzymy się samemu utworowi.

Siódma funkcja języka, czego doświadczyliśmy sami, potrafi sprawić filologom niezłą frajdę. Czy sama w sobie jest przy tym warta głębszej analizy? Uważamy, że tak – dzieło Bineta można uznać za dobry przykład powieści postmodernistycznej. Przekonało nas do tego chociażby zakończenie książki, a zwłaszcza dość zaskakujące słowa o Simonie Herzogu: „Simon nie wierzy w ocalenie, nie wierzy, że ma jakąś misję do spełnienia na ziemi, przeciwnie – uważa, że nic nie jest w pełni zapisane z góry i nawet jeśli znajduje się w rękach sadystycznego i kapryśnego powieściopisarza, jego los nie jest jeszcze przesądzony”. Tego typu zwroty autotematyczne są bardzo częste we współczesnych powieściach, zwłaszcza w połączeniu z autoironią – powaga pisarza-twórcy zostaje przez samego autora zakwestionowana, traktuje on samego siebie z pewnym dystansem, ustępując miejsca bohaterowi i postrzegając go jako samodzielny, całkowicie odrębny byt.

W kolejnych linijkach tekstu wyraźne widać, że wyemancypowanie się bohatera jest w Siódmej funkcji języka bardzo daleko posunięte: „trzeba (…) robić wszystko jakby boga nie było, bo jeśli istnieje, to jest w najlepszym przypadku kiepskim powieściopisarzem i nie zasługuje ani na to, by go szanować, ani być mu posłusznym”. Odniesienia autotematyczne pojawiają się w powieści Bineta często, a autor nie unika też aluzji metatekstualnych: „(Simon) nie chce, by pisarz, jeśli pisarz istnieje zrozumiał, jak to zrobił. Nikt nie powie, że ktokolwiek może w nim czytać jak w książce”.

Laurent Binet © enfinbref
Laurent Binet, autor „Siódmej funkcji języka”.  Fot. © enfinbref

Zabiegi zastosowane w zakończeniu w bardzo ścisły sposób łączą się z postmodernistyczną wizją literatury, jednak we wcześniej omawianych fragmentach również można dostrzec wyraźne nawiązania do tej konwencji. Są to między innymi: fabuła, będąca jedynie pretekstem do snucia refleksji daleko wykraczających poza treści zawarte w tekście; pomieszanie porządku realistycznego i fikcyjnego (trudno odróżnić prawdę od fikcji), połączenie w obrębie jednej powieści różnych gatunków (kryminału, powieści sensacyjnej, a także politycznej); eklektyzm (połączenie stylu naukowego i potocznego, a czasem wręcz wulgarnego); odniesienia intertekstualne (w Siódmej funkcji języka świadczą o tym liczne nawiązania do filmów z serii o Jamesie Bondzie); eksperymenty formalne, elementy parodii, nieustanna gra z czytelnikiem.

Na zakończenie spotkania pozwoliliśmy sobie na nieco luźniejszą wymianę myśli dotyczącą naszego osobistego odbioru Siódmej funkcji języka i próbę oceny samego pomysłu na tę powieść. Czy „kryminał dla polonistów” (tak często bywa określany w recenzjach utwór Laurenta Bineta) może być interesujący również dla „nie-polonistów”? A czy z kolei próba przedstawienia skomplikowanych koncepcji językoznawczych w atrakcyjnej i przystępnej, a zarazem dużo bardziej uproszczonej formie, może być w jakiś sposób pomocna polonistom? Czy przemieszanie tylu porządków, stylów i poetyk w jednej powieści, a jednocześnie chęć utrzymania możliwie spójnej całości, nie jest mimo wszystko zadaniem niemożliwym do wykonania?

Powieść postmodernistyczna zawsze otwiera wiele możliwych ścieżek interpretacyjnych i unika narzucania jedynej słusznej, dlatego to właśnie od intencji odbiorcy zależy, w którym kierunku podąży. Jeśli potraktujemy Siódmą funkcję języka jako dobrą literaturę rozrywkową czy też ukłon w stronę literatury popularnej, możemy odkryć w niej fascynującą zabawę konwencją i rozległe nawiązania do klasyki literatury detektywistycznej czy kultowych filmów akcji. Jeśli decydujący okaże się dla nas groteskowy aspekt utworu, możemy traktować powieść przede wszystkim jako świetną satyrę na środowisko francuskich intelektualistów w latach 80. Jeśli zwrócimy uwagę głównie na polityczne rozgrywki, nieczyste interesy i próbę zdobycia władzy nie do końca uczciwie, możemy pogłębić nasze przemyślenia dotyczące metod oddziaływania na opinię publiczną i manipulowania nią.

I wreszcie: wydaje się, że każdy pretekst do refleksji nad językiem, sposobami w jaki się go używa i do jakich celów wykorzystuje; nad tym, jakim przemianom podlega, a co pozostaje w nim stałe; nad tym, czym różni się jego ujęcie teoretyczne od praktycznego oraz nad tym, co jeszcze można w nim odkryć – jest wystarczająco dobry.


Wszystkie cytaty pochodzą z książki: L. Binet, Siódma funkcja języka, tłum. W. Dłuski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

Reklamy

W poszukiwaniu siódmej funkcji języka – część 2

Czy siódma funkcja języka pozwala manipulować ludźmi, zdobyć władzę i kontrolować innych? Laurent Binet, poszukując odpowiedzi na to pytanie, wplata do swojej opowieści prawdziwe wydarzenie z najnowszej historii Francji – prezydencką debatę z 1981 roku.

Uwaga! Pierwszą część relacji ze spotkania poświęconego książce „Siódma funkcja języka” można znaleźć tutaj.

Bohaterowie powieści, z początku nastawieni raczej sceptycznie, z czasem nie tylko zyskują pewność co do istnienia siódmej funkcji języka, lecz także zaczynają podejrzewać, że może ona być pragnieniem wielu ludzi, również tych mających niecne zamiary. Ostatecznym dowodem na skuteczne (a zarazem niebezpieczne) działanie tej funkcji staje się debata między urzędującym prezydentem Valérym Giscardem d’Estaing a jego kontrkandydatem François Mitterrandem. Mitterrand od początku przywiązuje dużą wagę do słów i wyłapuje te fragmenty wypowiedzi Giscarda, które uważa za nietrafne, a następnie w odpowiednim momencie przypomina o nich po to, aby ośmieszyć przeciwnika (kwestia „człowieka z przeszłości”). Kandydat socjalistyczny stawia sobie za cel demaskowanie wszelkiej poprawności politycznej, pozwalającej na unikanie słów niewygodnych i zastępowanie ich eufemizmami, dlatego ostro krytykuje obecnego prezydenta za mówienie o „poszukujących pracy”, zamiast o „bezrobotnych” („Znam dobrze rozróżnienie semantyczne pozwalające uniknąć słów, które parzą język”).

giscard mitterand
Valéry Giscard d’Estaing (z lewej) i François Mitterrand w debacie telewizyjnej przed drugą turą wyborów prezydenckich, 9 maja 1981 roku

Mitterrand doskonale opanował też umiejętność użycia różnych zabiegów retorycznych, na przykład trybu warunkowego („Na jakiej podstawie mam sądzić, że przez nadchodzące siedem lat robiłby pan co innego, niż przez siedem minionych?”). Potrafi również świetnie budować napięcie w swoich wypowiedziach i przykuć uwagę odbiorcy za pomocą pytań, na które po stosownej pauzie sam udziela odpowiedzi. W pewnym momencie Simon Herzog odkrywa, że w wypowiedziach kandydata na prezydenta jest coś samosprawdzającego się i przez to – performatywnego. W miarę trwania debaty Mitterand mówi coraz szybciej, staje się coraz bardziej zaczepny, a przy tym – precyzyjny i wymowny. Formułując zarzuty wobec Giscarda, odwołuje się do emocji publiczności. Każda wypowiedź Mitterranda ma w zasadzie drugie dno: zwraca się on do swojego przeciwnika politycznego, a zarazem do wszystkich, którzy go nie cierpią („A jeśli pan wyobraża sobie, jaki będzie od najbliższego poniedziałku stan ducha Francji, jej niesamowita wola zmiany, to znaczy, że nie rozumie pan nic z tego, co się dzieje w tym kraju”).

Z czasem staje się jasne, że przez cały okres trwania debaty Mitterrand manipuluje Giscardem. Posługuje się prostym schematem (robotnik = komunista) i w ten sposób sprowadza każdą antykomunistyczną wypowiedź prezydenta do ataku na tę liczną grupę społeczną, a przy okazji prezentuje siebie jako tego, który najlepiej rozumie ciężką robotniczą dolę („Służą do tego, by produkować, pracują, płacą podatki, służą do tego, by umierać na wojnach, służą do wszystkiego”). Bez wątpienia Giscard daje się w końcu złapać w pułapkę misternie zastawioną przez Mitterranda – kandydatowi socjalistycznemu udaje się doprowadzić do sytuacji, w której prezydentem nikt się nie przejmuje, ani nikt go nie słucha. Bayard i Herzog są przekonani, że to właśnie Mitterrand zdobył siódmą funkcję języka i wykorzystał ją w sposób bezkompromisowy po to, by zwyciężyć w wyborach.

Analiza dwóch fragmentów pozwala na wyciągniecie podobnych, niekoniecznie odkrywczych, choć zawsze aktualnych wniosków: zgodnie z wymową utworu prawdziwą władza to język, a ten kto potrafi zapanować nad językiem, może zapanować również nad innymi ludźmi.


Wszystkie cytaty pochodzą z książki: L. Binet, Siódma funkcja języka, tłum. W. Dłuski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
Zdjęcie z debaty prezydenckiej Giscard-Mitterand pochodzi ze strony rozgłośni Europe 1. W sieci można znaleźć także zapis wideo całej debaty.
Trzecia i ostatnia część relacji ze spotkania poświęconej siódmej funkcji języka już wkrótce pojawi się na blogu.

W poszukiwaniu siódmej funkcji języka – część 1

Kolejne grudniowe spotkanie poświęciliśmy siódmej funkcji języka – temu, czy w ogóle istnieje, a jeśli tak, to jak możemy ją rozumieć. Nasza dyskusja dotyczyła fragmentów książki Laurenta Bineta Siódma funkcja języka [1].

Zanim podjęliśmy rozważania dotyczące głównego tematu naszego spotkania, uporządkowaliśmy najważniejsze informacje o samej powieści. Fabuła utworu Bineta koncentruje się wokół śmierci Rolanda Barthes’a, francuskiego językoznawcy i twórcy semiologii, który w 1980 roku został potrącony przez ciężarówkę. Szybko okazuje się, że Barthes’owi ukradziono cenny dokument, zawierający teorię siódmej funkcji języka – tajemniczej broni umożliwiającej manipulowanie ludzkimi myślami i działaniami. Czy zatem zdarzenie, początkowo wyglądające na wypadek, było tak naprawdę zaplanowanym morderstwem? A jeśli tak, to czy stoją za nim zazdrośni koledzy po fachu, czy też ktoś, kto pragnie wykorzystać siódmą funkcję języka do celów przestępczych lub propagandowych?

binet
Wydawnictwo Literackie

Sprawą zajmuje się komisarz Jacques Bayard, a jego pomocnikiem zostaje doktorant Simon Herzog. Młody naukowiec staje się przewodnikiem po dziwnym i niezrozumiałym dla policjanta świecie filozofów, krytyków i literatów. Narracja Siódmej funkcji języka biegnie więc dwutorowo: wątek kryminalny przeplata się w niej z niemalże akademickimi wykładami dotyczącymi kwestii semiotycznych i językoznawczych, wygłaszanych przez światowej sławy badaczy (bohaterami książki są między innymi Michel Foucault i Umberto Eco). Z czasem do tej hybrydy gatunkowej i stylistycznej (dyskurs naukowy i mowa potoczna) dodane zostają wątki charakterystyczne dla powieści sensacyjnej i szpiegowskiej (walki wywiadów i mafijne porachunki), a także elementy rozprawy politycznej (opisy brutalnej kampanii wyborczej).

Po wymienieniu się ogólnymi uwagami dotyczącymi powieści, przeszliśmy do głównego tematu spotkania, czyli próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, czym właściwie jest siódma funkcja języka. Pierwszym badaczem, który sformułował wstępne teoretyczne rozważania na ten temat był Roman Jakobson – rosyjski językoznawca i jeden z twórców nurtu zwanego strukturalizmem. Jakobson w swojej rozprawie Poetyka w świetle językoznawstwa wyróżnił sześć elementów aktu komunikacji: nadawcę, odbiorcę, kontekst, komunikat, kontakt i kod.

Roman_Jakobson
Roman Jakobson (Wikimedia Commons, licencja CC BY 3.0)

Każdemu z tych składników odpowiada sześć funkcji wypowiedzi językowej, a są to kolejno: funkcja emotywna (służy do wyrażenia stanowiska nadawcy wobec komunikatu), funkcja konatywna (zorientowana na odbiorcę), funkcja poznawcza (wyrażenie sądu o rzeczywistości), funkcja poetycka (reprezentuje język w wymiarze estetycznym – gry z brzmieniem słów, powtórzenia, efekty rytmu), funkcja fatyczna (służy podtrzymaniu kontaktu między nadawcą a odbiorcą) oraz funkcja metajęzykowa (zmierza do sprawdzenia, czy nadawca i odbiorca używają tego samego kodu, za pomocą takich słów jak „rozumiesz?”, „znasz?”).

Na końcu rozprawy Jakobson podaje informację o jeszcze jednej funkcji języka, nazywanej magiczną, istniejącej jakby osobno i nieodpowiadającej żadnemu elementowi procesu komunikacyjnego. Funkcja magiczną rosyjski badacz rozumie jako przemianę nieobecnej albo nieistniejącej trzeciej osoby w odbiorcę komunikatu (na przykład za pomocą formuły „Niech ten jęczmień wyschnie, tfu, tfu, tfu”). Bohaterowie powieści Bineta mają jednak wątpliwości, czy można w tym przypadku mówić o funkcji w pełnym znaczeniu tego słowa, ponieważ tego typu wezwanie magiczne działa skutecznie zazwyczaj tylko w bajkach. Simon Herzog zauważa również, że sam Jakobson wspomina o funkcji magicznej nieco mimochodem, jakby traktował ją nie do końca poważnie.

Inną, choć opartą na pracach Jakobsona, koncepcję dotyczącą siódmej funkcji języka sformułował brytyjski filozof John Austin. Funkcję tę, nazywaną performatywną, potocznie można wyjaśnić za pomocą stwierdzenia: „Kiedy powiedzieć znaczy zrobić”. Jest to zdolność pewnych wypowiedzi do urzeczywistnienia tego, co wypowiadają, przez sam fakt ich wygłoszenia w określonych kulturowo lub prawnie okolicznościach („Uznaję was mężem i żoną” lub „Uważam zebranie za otwarte”). Performatywy nie ograniczają się do stwierdzenia czegoś o świecie, lecz zmierzają również do spowodowania jakiegoś działania, do którego dochodzi tylko dlatego, że ta wypowiedź została sformułowana. Kiedy ktoś zadaje pytanie „Czy wie pan, która jest godzina?” nie oczekuje odpowiedzi „tak” lub „nie”, ale podania konkretnej godziny, zaś wypowiedź „Tu jest gorąco” wyraża tak naprawdę oczekiwanie, że ktoś zaraz otworzy okno.

Funkcja performatywna nie musi być zawężana tylko do wspomnianych przypadków, lecz może w sposób znacznie bardziej ekstensywny przekonać kogokolwiek do zrobienia czegokolwiek w jakiejkolwiek sytuacji. Można odnieść wrażenie, że ten, kto opanował siódmą funkcje języka, mógłby zapanować nad światem: wygrywać wybory, porywać tłumy, wywoływać rewolucje, budować imperia, oszukiwać na masową skalę.

Sposoby wykorzystywania języka do spełniania swoich ambicji można zaobserwować w powieści już podczas wizyty bohaterów w Logos Klubie. Bayard i Herzog są tam świadkami prawdziwego pojedynku na słowa, w trakcie którego dwóch ochotników, zaraz po wylosowaniu tematu (w tym przypadku brzmi on: „pismo kontra oralność”), ma za zadanie bronić przeciwnych stanowisk w dyskusji. Zwycięzca awansuje w klubowej hierarchii, przegrany zaś zostaje zdegradowany i ponosi dotkliwą karę. I nawet jeśli „zwolennik oralności” imponuje bogatą argumentacją, sypie cytatami jak z rękawa, powołuje się na autorytet Sokratesa („pismo tworzy mędrców pozornych, a nie ludzi naprawdę mądrych”) i stosuje obrazowe porównania („pismo to śmierć”), to jednak wystarczy jedno krótkie, lakoniczne, ale bardzo dobitne zdanie wypowiedziane przez „zwolennika pisma” (który słusznie stwierdza, że bez pism Platona nie wiedzielibyśmy nic o Sokratesie) i wykorzystanie przez niego jednego zabiegu retorycznego (sugestywnej pauzy), aby bezdyskusyjnie wygrać pojedynek.

[1] L. Binet, Siódma funkcja języka, tłum. W. Dłuski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018. Wszystkie cytaty wykorzystane w tekście pochodzą z tego wydania.

 


 

To jest pierwsza część relacji ze spotkania poświęconemu siódmej funkcji języka – kolejne wkrótce pojawią się na blogu!

Relacja z sympozjum „Formalny opis języka”

Część członków naszego koła wzięła udział w sympozjum poświęconym szeroko rozumianej humanistyce cyfrowej, zorganizowanym przez Instytut Lingwistyki Stosowanej UW oraz Instytut Języka Polskiego UW. Spotkanie odbyło się 16 listopada 2018 roku w budynku Wydziału Lingwistyki Stosowanej przy ul. Dobrej 55. Po czterech wystąpieniach badaczy z różnych polskich ośrodków naukowych była możliwość wzięcia udziału w warsztatach poświęconych samodzielnemu tworzeniu korpusów językowych – tam również nie zabrakło członków MKJS-u.

Poniżej zamieszczamy relację z wykładów wygłoszonych na sympozjum [1]:

  1. Adam Przepiórkowski, pracujący w Instytucie Podstaw Informatyki PAN oraz na Uniwersytecie Warszawskim, przedstawił referat pt. Lingwistyka formalna – po co?, w którym wyjaśnił założenia oraz zasadność formalnego opisu języka. Głównymi argumentami przemawiającymi za słusznością teorii formalistycznych są precyzja i eksplicytność opisu. Gramatyki stworzone w języku naturalnym nie są w stanie objąć całości języka (all grammars leak, jak głosi powiedzenie ukute prawdopodobnie przez Edwarda Sapira) [2], poza tym wykorzystanie do opisu słów języka naturalnego sprawia, że taka gramatyka jest niejednoznaczna. Precyzyjne i jednoznaczne sformułowanie gramatyki jest możliwe dzięki wykorzystaniu języka formalnego – np. języka logiki predykatów. Przepiórkowski zaprezentował dwa parsery składniowe stanowiące implementacje gramatyk formalnych – parser Świgra2 [3], wykorzystujący nieco zmodyfikowane założenia gramatyki formalnej Marka Świdzińskiego [4], oraz parser wykorzystujący gramatykę formalną POLFIE [5], rozwijaną przez Adama Przepiórkowskiego i Agnieszkę Patejuk, opartą na teorii Lexical-Functional Grammar.

    swigra
    Przykład formalnego opisu języka: drzewo rozbioru wygenerowane przez parser Świgra2    (http://swigra.nlp.ipipan.waw.pl)
  2. Kolejny referat – Dane ilościowe jako podstawa semantycznych modeli emotywnych – został wygłoszony przez prof. Barbarę Lewandowską-Tomaszczyk z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Koninie. Celem wystąpienia była „prezentacja podstaw metodologii badań nad znaczeniem pojęć wyrażających emocje i uczucia, konstruowanej na podstawie badania danych ilościowych” [6]. Istotne dla teorii rozwijanej przez prelegentkę były pojęcia klasterów i megaklasterów znaczeniowych. Teoria przedstawiona przez Lewandowską-Tomaszczyk ma swoje praktyczne zastosowania. Wewnątrz danego klasteru, np. klasteru emocji związanych ze strachem, można – na podstawie układu proporcji takich czynników jak chęć ucieczki (flight), chęć zwalczenia strachu (fight) czy próg emotywny odczuwania strachu (OFI) – wyróżnić różnice semantyczne pomiędzy angielskimi słowami scared, petrified, cowered. Badaczka wykorzystuje również metody badań statystycznych GRID. Warto podać przykładowe wyniki badań ankietowych: okazuje się, że w języku polskim słowo strach łączy się z megaklasterem SMUTEK, w angielskim zaś fear bliższe jest megaklasterowi ANGER.
  3. Dr Piotr Pęzik z Uniwersytetu Łódzkiego wygłosił referat pt. Formalne, dystrybucyjne i psycholingwistyczne opisy frazeologii. Rozpoczął swój wykład od udowodnienia, że przy produkcji języka (tworzeniu kombinacji wyrazów) człowiek angażuje pamięć w dość wysokim stopniu. Świadczy o tym choćby fakt, że formalne znaczenie wyrazu jest nieużyteczne przy nauce języka obcego (najłatwiej wyjaśnić to na przykładzie: możemy znać angielskie słowo make, ale nie powiemy make a photo, musimy pamiętać, że w języku angielskim mówimy take a photo). Następnie prelegent przedstawił różne sposoby ekstrakcji frazeologii – formalne (odnoszące się do struktury semantycznej i składniowej konstrukcji) i dystrybucyjne. Badacz zaprezentował dwie bazy kolokacji: PHRIME [7], poświęconą językowi angielskiemu, oraz HASK [8], umożliwiającą badanie polszczyzny. Baza ta zawiera program Kolozaurus, który służy do porównywania kolokacji danych wyrazów i przedstawia wyniki w postaci grafu.
  4. Ostatni referat Mały korpus historyczny i czego możemy się z niego dowiedzieć wygłosiła dr hab. Magdalena Derwojedowa z Uniwersytetu Warszawskiego. Mieliśmy szansę dowiedzieć się, jak buduje się korpus historyczny i jakie trudności czyhają na potencjalnych badaczy. Ważnym elementem wystąpienia było przedstawienie możliwości badania morfologii, składni czy ortografii. Prof. Derwojedowa nie mogła osobiście uczestniczyć w sympozjum, więc podczas jej wystąpienia zostało wykorzystane połączenie internetowe. Niestety, jakość połączenia nie pozwoliła w pełni cieszyć się bogactwem spostrzeżeń prelegentki.

W części warsztatowej, którą poprowadził dr Witold Kieraś z Instytutu Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk, uczestnicy zapoznali się z Korpusomatem, czyli narzędziem służącym do tworzenia korpusów. Korpusomat to bezpłatna aplikacja łącząca analizator morfologiczny (Morfeusz), tager (Concraft), program do rozpoznawania nazw własnych (Liner 2) i do identyfikacji terminologii zawartej w poszczególnych tekstach (TermoPL) oraz wyszukiwarkę korpusową (MTAS). Elementy składające się na pokazywane przez dr. Kierasia narzędzie funkcjonowały już wcześniej niezależnie od siebie, lecz dopiero po ich zespoleniu analiza korpusowa stała się przystępna dla osób niezajmujących się zawodowo lingwistyką informatyczną.

korpusomat2
Przykładowy korpus stworzony przez Korpusomat (korpusomat.pl).

Osoby biorące udział w warsztatach mogły stworzyć własny korpus oraz przekonać się, jak należy w nim szukać interesujących ich informacji. Statystyki są generowane automatycznie i pozwalają na sprawdzenie listy frekwencyjnej słów użytych w danym tekście oraz procentowego udziału leksemów reprezentujących określone kategorie gramatyczne. Można również przeprowadzić bardziej szczegółowe badania językowe, a umożliwia to intuicyjny konstruktor zapytań.

Na koniec uczestnicy otrzymali certyfikaty udziału w warsztatach. Mamy więc dowody na to, że jesteśmy przeszkoleni – zachęcamy do skorzystania z naszej pomocy przy pracy z Korpusomatem!

 


 

 

[1] Streszczenia autorskie wystąpień można znaleźć pod adresem: https://formalny.ils.uw.edu.pl/program/streszczenia/ (dostęp: 27.12.2018). Dalej oznaczane w przypisach jako Streszczenia.

[2]    A. Przepiórkowski i in., Formalny opis języka polskiego. Teoria i implementacja, Warszawa 2002, s. 2.

[3]    http://swigra.nlp.ipipan.waw.pl/ (dostęp: 27.12.2018).

[4]    M. Świdziński, Gramatyka formalna języka polskiego, Warszawa 1992.

[5]    http://zil.ipipan.waw.pl/LFG/ (dostęp: 27.12.2018).

[6] Streszczenia.

[7]    http://phrime.tt.com.pl/#/ (dostęp 27.12.2018).

[8] Piotr Pęzik, Paradygmat dystrybucyjny w badaniach frazeologicznych. Powtarzalność, reprodukcja i idiomatyzacja [w:] Metodologie językoznawstwa. Ewolucja języka, ewolucja teorii językoznawczych, pod red. Piotra Stalmaszczyka, Łódź 2013; http://pelcra.pl/hask_pl/Home# (dostęp: 27.12.2018).

Jak rozmawiać z Obcymi? Wokół „Nowego początku”

Na grudniowym spotkaniu Koła kontynuowaliśmy temat komunikacji międzyplanetarnej, rozpoczęty wystąpieniem Pawła na temat językowych wątków w twórczości Lema (omówienie tego spotkania – w dwóch częściach! – można znaleźć tutaj i tutaj). Tym razem, zachęceni pozytywnymi recenzjami – także autorstwa językoznawców – obejrzeliśmy film Nowy początek (Arrival, 2016) w reżyserii Denisa Villeneuve’a. Seans był bardzo udany nie tylko pod względem artystycznym, ale także jako punkt wyjścia do niezwykle ciekawej dyskusji.

(Uwaga! Poniższy tekst zdradza fabułę).

gleick_1-011917.jpg
Czy przybysze z kosmosu mają pokojowe zamiary?

Na Ziemię, do dwunastu krajów, przylatuje dwanaście statków kosmicznych z obcymi (nazwanymi przez ludzi Heptapodami) na pokładzie. Główna bohaterka, Louise Banks (Amy Adams), jest lingwistką pracującą na uniwersytecie w Massachusetts. Zostaje poproszona przez rząd o rozszyfrowanie języka obcych, nawiązanie z nimi porozumienia oraz poznanie celu ich przybycia.

Banks oraz członkowie jej zespołu badawczego wielokrotnie wchodzą na pokład statku kosmicznego stacjonującego w Stanach Zjednoczonych i podejmują próby porozumienia z dwójką przybyszów. Louise stara się nauczyć obcych języka angielskiego poprzez pisanie poszczególnych słów na przyniesionej tablicy (która jest niewielka, a litery pisane na niej są jeszcze mniejsze). Jednocześnie głowi się nad rozszyfrowaniem języka obcych bazującego jedynie na piśmie. Początkowo nasza bohaterka myśli, że niby-okrąg pisany przez obcego odpowiada jednemu słowu. W trakcie badań okazuje się jednak, że jest to zbiór słów układający się w spójną wypowiedź.

Po niedługim czasie – nie do końca wiadomo, w jaki sposób – Louise zaczyna rozumieć język obcych nawet bez pomocy komputera. Kluczowa w tym kontekście jest scena, w której mówi ona do Heptapoda po angielsku, on zaś odpowiada w swoim języku i… oboje doskonale się rozumieją.

Jak to możliwe? Otóż okazało się, że język obcych umożliwia nielinearne postrzeganie czasu. I rzeczywiście, dr Banks podczas nauki języka Heptapodów zaczyna żyć jednocześnie w kilku planach czasowych.

Tyle jeśli chodzi o zarys fabuły – zachęcamy do obejrzenia filmu! Nam nasunął on szereg spostrzeżeń, które wymieniamy w formie pytań i dajemy Wam do przemyślenia:

  • W jaki sposób bohaterka nauczyła się języka w tak krótkim czasie? Czy może był to rodzaj objawienia mistycznego?
  • W którym momencie nauki języka Louise zaczęła postrzegać czas nielinearnie? Czy pozostał on linearny w jej świadomości?
  • Na czym polega nielinearność czasu? Czy można porównać czas do przestrzeni?
  • Czy człowiek jest w stanie wyobrazić sobie nielinearny czas?
  • Gdzie jest teraźniejszość w nielinearnym czasie? Wszędzie?
  • Co znaczy umrzeć w nielinearnym czasie? Czy w ogóle można umrzeć, jeżeli wszystkie plany czasowe istnieją równocześnie?

 


Kadr z filmu Nowy początek pochodzi ze strony The New York Review of Books, na którym ukazała się recenzja filmu autorstwa Jamesa Gleicka, dziennikarza zajmującego się tematyką naukową. Właścicielem praw do grafiki jest Paramount Pictures.


Jak opisać obcą planetę?

Jeżeli życie poza Ziemią istnieje, to może być częściowo podobne do naszego, ale dużo prawdopodobniejsze wydaje się, że jest ono zasadniczo odmienne. Człowiek utalentowany plastycznie może je oczywiście narysować i zapewne będzie to sposób dający o niej lepsze wyobrażenie niż językowa charakterystyka. Nie sposób jednak i w tej malarskiej metodzie nie zauważyć wpływu języka. W końcu to, co widzimy po raz pierwszy, siłą rzeczy będziemy starali się odnieść do tego, co znamy, a ten proces w dużej mierze ma charakter językowy, ponieważ nasze doświadczenia zapisują się w pamięci jako splot komunikatów słownych i obrazów.

Swego czasu w internecie niezwykle popularne stało się zdjęcie wykonane przez łazik Curiosity na Marsie. Niektórzy potraktowali je jako dowód na istnienie życia pozaziemskiego, bo dostrzegli na nim tulącego się do marsjańskich skał gigantycznego kraba. Nie ma w takim rozumowaniu niczego dziwnego – jest ono doskonałym zobrazowaniem zjawiska pareidolii, czyli błędu poznawczego polegającego na tym, że zauważa się znane formy w zlepku przypadkowych szczegółów. Przykład innej rzeczy, która może wywołać taki efekt, widać na poniższej fotografii.

plan
Słynna „Marsjańska Twarz” sfotografowana przez sondę Viking 1 w lipcu 1976 roku

Jako żywo ludzka (dość przerażająca) twarz! Z podobnymi problemami muszą się zmierzyć bohaterowie Edenu i Solaris. W pierwszej z tych powieści ludzie lądują na planecie przynajmniej po części przypominającej Ziemię, dlatego wyobrażenie sobie stworzonego przez nich opisu nie powinno nastręczać czytelnikowi specjalnych trudności. Kłopot tkwi gdzie indziej. Weźmy przykład sceny rozgrywającej się zaraz po wydostaniu się kosmonautów ze statku. Jeden z nich, patrząc na zauważony obiekt, nazywa go pająkiem. Inni przyjmują tę interpretację i nagle w postrzeganym przedmiocie/zwierzęciu rozpoznają części pajęczego ciała. Dzieje się tak do momentu, w którym kolejny członek załogi nazywa tego pająka rośliną. Interpretacja przebiega podobnie jak w pierwszym wypadku – ludzie zaczynają zauważać w tym zwierzęciu elementy kojarzone z roślinami, choć nadal w tym opisie pojawiają się wyrazy wchodzące w skład przestrzeni pojęciowej PAJĄK.

Wnioski płynące z tej analizy można przedstawić w dwóch punktach. Po pierwsze, różnica w oglądzie przedmiotu wynikła prawdopodobnie ze zwrócenia uwagi na jego dwie odmienne cechy. Pierwszy bohater skupił się na kształcie, który skojarzył mu się z pająkiem, a druga postać rozpatrywała głównie sposób przemieszczania się – badany obiekt się nie poruszał, nie mógł więc być pająkiem, a stąd już niedaleko do dostrzeżenia w nim rośliny.

Po drugie, tak jak napisałem, możliwe jest wyobrażenie sobie charakteryzowanego zjawiska, jednak wygląd nie tłumaczy wszystkiego, a nawet zaciemnia pewne sensy. W końcu przez stwierdzenie fizycznego podobieństwa do organizmów ziemskich mimowolnie przypisujemy im też analogiczną funkcję. Widać to doskonale w tym przypadku, ponieważ w rzeczywistości obserwowany przedmiot nie był ani zwierzęciem, ani rośliną, ani nawet połączeniem obu z nich, ale – magazynem żywności.

Solaris-Symmetriade
Artystyczna wizja symetriady – jednego z tworów powstających na planecie Solaris (autor – D. Signoret)

Trochę inaczej wygląda to w Solaris. Podczas naszej dyskusji wspomnieliśmy o tym, że opisanie planety stanowi twardy orzech do zgryzienia ze względu na to, że Solaris to miejsce amorficzne. Na jej powierzchni znajduje się tylko ocean różniący się tym od znanego ludziom akwenu, że jest on tworem myślącym i woda przybiera w nim rozmaite kształty. Widzimy, że obserwowana istota, jej sposób zachowania i struktura biologiczna, nie przypominają niczego, co znane ludziom.

Maciej Płaza w książce O poznaniu w twórczości Stanisława Lema przytacza rozważania Manfreda Geiera tłumaczące językową niemożność wyrażenia tego, jak wygląda ocean [1] . Geier zauważa, że Solaris nie wpisuje się w ludzkie schematy pojęciowe istoty żywej, co musi prowadzić do sytuacji, w której „kiedy język nie posiada przedmiotowo-znaczącego punktu odniesienia, to nawet trwałe znaczenie jego znaków okazuje się w końcu fikcją. Co oznaczają pojęcia «ocean», «plazma», «mimoid», «śluz», «galareta», «mózg»… w kontekście solaryjskich opisów, jeśli wszystkie te znaki są jedynie nieporadnymi nazwaniami obcego świata?” [2]. Gdy opisujemy coś, co znajduje się na Ziemi, to nawet jeśli używamy określeń wieloznacznych, są one semantycznie precyzowane przez bezpośrednie otoczenie leksykalne. W przypadku charakteryzowania Solaris ten mechanizm nie zdaje egzaminu właśnie przez to, że język ujednoznacznia zdania odnoszące się do ludzkich, a nie solaryjskich realiów.

Podczas dyskusji pojawiły się też inne spostrzeżenia. Zwróciliśmy uwagę na kreatywność słowotwórczą Lema i zastanawialiśmy się nad tym, czy istnieje słowo całkowicie nieznaczące. Doszliśmy do wniosku, że nawet wyrazy stworzone tak, by nie wyrażać żadnej treści, zawsze się z czymś kojarzą. Rolę w tym poszukiwaniu sensu odgrywa nawet barwa samogłoski.

[1] M. Płaza, O poznaniu w twórczości Lema, Wrocław 2006, s. 374.

[2] M. Geier, Fantastyczny ocean Stanisława Lema (przyczynek do semantycznej interpretacji powieści science fiction „Solaris”), przeł. R. Wojnakowski, [w:] Lem w oczach krytyki światowej, Kraków 1989, s. 171.


Zdjęcie przedstawiające „Marsjańską twarz” pochodzi z portalu Wikimedia Commons i znajduje się w domenie publicznej.

Ilustrację symetriady autorstwa D. Signoreta znaleźliśmy na portalu Aliens Species. Umieścił ją tam użytkownik o nicku BlueFrackle


 

Wpis jest drugą częścią podsumowania naszego spotkania poświęconego Lemowi. Pierwszą można znaleźć pod tym adresem.

Czy można rozszyfrować kod gwiazdowy?

Pierwsze w tym roku akademickim spotkanie poświęciliśmy komunikacji międzyplanetarnej i sposobom opisu obcych planet. Skupiliśmy się na przemyśleniach Stanisława Lema, a w szczególności na dwóch dziełach tego autora – Głosie Pana i Solaris. Najpierw wysłuchaliśmy jednak wprowadzenia o koncepcjach językowych polskiego futurologa.

Lem dość krytycznie odnosił się do ówczesnego językoznawstwa, a dał temu wyraz między innymi w Głosie Pana, w którym zwrócił uwagę na to, że w tej dziedzinie, aspirującej do miana ścisłej, ciągle nie ustalono, czym są fonemy. Druga znamienna dla polskiego pisarza wypowiedź odnosi się do strukturalizmu. W pierwszym wydaniu Filozofii przypadku nie omieszkał on bowiem wytknąć błędów przedstawicielom tego kierunku metodologicznego. W drugim zaś wydaniu tej książki wspomniany fragment został usunięty. Dlaczego? Lem skwitował to dobitnie: Nie kopie się leżącego. Nie tylko jednak lingwiści zostali skrytykowani przez autora Solaris. Polski twórca nie oszczędził też psychoanalityków.

Na uwagę zasługują również jego poglądy dotyczące genezy języka, relacji między pojęciami a słowami oraz pragmatycznego aspektu językoznawstwa. Ciekawe wydaje się także rozróżnienie na wypowiedzi językowe opierające się na schemacie kulturowym oraz wypowiedzi pozbawione takiej podstawy. Lem spostrzegł, że zdania pierwszego typu dużo łatwiej zapamiętać, ponieważ odnoszą się one do scenariusza obecnego w rzeczywistości pozajęzykowej, a to ułatwia ich przyswojenie.

solaris
Kadr z ekranizacji „Solaris” w reżyserii A. Tarkowskiego (1972)

Po zarysowaniu kilku poglądów futurologa na sprawy językowe przeszliśmy do rozszyfrowywania kodu gwiazdowego. Ma on formę ciągu dwójkowego, składa się z dwóch bilionów jednostek i powtarza się co ponad 400 godzin (zaobserwowanie ostatniego faktu pozwoliło odróżnić go od zwykłego szumu międzygwiezdnego). To wszystko, co można o nim powiedzieć. Prof. Hogarth, główny bohater Głosu Pana i porte-parole autora, zaczyna swój wywód od przyjęcia założenia, że cywilizacja nadawców musi być dużo bardziej zaawansowana technicznie niż nasza, ponieważ Ziemianie w żadnym wypadku nie mogliby pozwolić sobie na nieustające przesyłanie takiego listu. Jeśli zatem są na dużo wyższym poziomie świadomości, to na pewno nie wysłali oni komunikatu spisanego w języku naturalnym. Dlaczego?

Język jest uzależniony od kultury. Ludzie wychowani w różnych tradycjach mogą się ze sobą porozumieć, ale wynika to z tego, że żyją oni na tej samej planecie, ich języki będą odnosiły się więc do bardzo zbliżonej rzeczywistości. Trzeba jednak zauważyć, że obca planeta będzie zupełnie odmienna od naszej, dlatego że warunki biogenezy z dużym prawdopodobieństwem różnią się znacznie od ziemskich. Jeśli już optymistycznie założymy, że istoty inteligentne także będą dwunożne i zbliżone rozmiarami do nas, to co, jeżeli postrzegają świat głównie przez zmysł słuchu lub węchu albo w jeszcze inny sposób? Jak zmieni się język istot rozmnażających się inaczej od ludzi? Odczytanie komunikatu językowego przekreśla całkowicie to, że jest on oderwany od użycia – naukowcy zwerbowani do złamania kodu nie mieli możliwości zaobserwowania zachowań nadawców.

Jeśli zatem nie wypowiedź językowa, to może równanie matematyczne? Główny bohater szybko odrzuca tę hipotezę, ponieważ nadawcy za pomocą matematyki poinformowaliby nas jedynie o tym, że istnieją – stanowi ona zbyt abstrakcyjną dziedzinę. To może kod dziedziczności? Przemawia za nim to, że jest niemal całkowicie pozakulturowy, ponieważ opiera się na fizyczno-biologiczno-chemicznym opisie. Użyłem słowa „niemal” nie bez kozery, w końcu genetyczny musi być jakoś zapisany, a symbole wyrażające poszczególne związki chemiczne są czysto konwencjonalne.

HisMastersVoice
Okładka pierwszego wydania „Głosu Pana” (Czytelnik, Warszawa 1968). Grafikę zaprojektował Andrzej Heidrich

Lem niczego nie rozstrzyga, lecz trudno nie zauważyć, że nie uważa on za możliwe porozumienia z cywilizacją kosmiczną. Argumenty, które przedstawia, uświadamiają nam przede wszystkim liczne przeszkody. W jego rozważaniach pojawia się wyłącznie iskierka nadziei na to, że gdy ludzkość osiągnie odpowiednio wysoki poziom cywilizacyjny, to będzie mogła rozszyfrować odebrany list. Na co to pozwoli? Hogarth przypuszcza, że w sygnale z kosmosu znajduje się tylko instrukcja pozwalająca na zlokalizowanie nadawców i wysłanie im zwrotnej wiadomości o tym, że istniejemy. Czy ten pesymistyczny scenariusz powtórzy się w filmie Nowy początek? To okaże się już w 23 listopada na spotkaniu naszego Koła. Serdecznie zapraszamy!

Druga część relacji (sposoby opisu innej rzeczywistości oraz dyskusja) pojawi się na blogu niebawem.


Kadr z filmu „Solaris” pochodzi z wpisu w serwisie Reddit., a zdjęcie okładki „Głosu Pana” – ze strony lem.pl.