Jak opisać obcą planetę?

Jeżeli życie poza Ziemią istnieje, to może być częściowo podobne do naszego, ale dużo prawdopodobniejsze wydaje się, że jest ono zasadniczo odmienne. Człowiek utalentowany plastycznie może je oczywiście narysować i zapewne będzie to sposób dający o niej lepsze wyobrażenie niż językowa charakterystyka. Nie sposób jednak i w tej malarskiej metodzie nie zauważyć wpływu języka. W końcu to, co widzimy po raz pierwszy, siłą rzeczy będziemy starali się odnieść do tego, co znamy, a ten proces w dużej mierze ma charakter językowy, ponieważ nasze doświadczenia zapisują się w pamięci jako splot komunikatów słownych i obrazów.

Swego czasu w internecie niezwykle popularne stało się zdjęcie wykonane przez łazik Curiosity na Marsie. Niektórzy potraktowali je jako dowód na istnienie życia pozaziemskiego, bo dostrzegli na nim tulącego się do marsjańskich skał gigantycznego kraba. Nie ma w takim rozumowaniu niczego dziwnego – jest ono doskonałym zobrazowaniem zjawiska pareidolii, czyli błędu poznawczego polegającego na tym, że zauważa się znane formy w zlepku przypadkowych szczegółów. Przykład innej rzeczy, która może wywołać taki efekt, widać na poniższej fotografii.

plan
Słynna „Marsjańska Twarz” sfotografowana przez sondę Viking 1 w lipcu 1976 roku

Jako żywo ludzka (dość przerażająca) twarz! Z podobnymi problemami muszą się zmierzyć bohaterowie Edenu i Solaris. W pierwszej z tych powieści ludzie lądują na planecie przynajmniej po części przypominającej Ziemię, dlatego wyobrażenie sobie stworzonego przez nich opisu nie powinno nastręczać czytelnikowi specjalnych trudności. Kłopot tkwi gdzie indziej. Weźmy przykład sceny rozgrywającej się zaraz po wydostaniu się kosmonautów ze statku. Jeden z nich, patrząc na zauważony obiekt, nazywa go pająkiem. Inni przyjmują tę interpretację i nagle w postrzeganym przedmiocie/zwierzęciu rozpoznają części pajęczego ciała. Dzieje się tak do momentu, w którym kolejny członek załogi nazywa tego pająka rośliną. Interpretacja przebiega podobnie jak w pierwszym wypadku – ludzie zaczynają zauważać w tym zwierzęciu elementy kojarzone z roślinami, choć nadal w tym opisie pojawiają się wyrazy wchodzące w skład przestrzeni pojęciowej PAJĄK.

Wnioski płynące z tej analizy można przedstawić w dwóch punktach. Po pierwsze, różnica w oglądzie przedmiotu wynikła prawdopodobnie ze zwrócenia uwagi na jego dwie odmienne cechy. Pierwszy bohater skupił się na kształcie, który skojarzył mu się z pająkiem, a druga postać rozpatrywała głównie sposób przemieszczania się – badany obiekt się nie poruszał, nie mógł więc być pająkiem, a stąd już niedaleko do dostrzeżenia w nim rośliny.

Po drugie, tak jak napisałem, możliwe jest wyobrażenie sobie charakteryzowanego zjawiska, jednak wygląd nie tłumaczy wszystkiego, a nawet zaciemnia pewne sensy. W końcu przez stwierdzenie fizycznego podobieństwa do organizmów ziemskich mimowolnie przypisujemy im też analogiczną funkcję. Widać to doskonale w tym przypadku, ponieważ w rzeczywistości obserwowany przedmiot nie był ani zwierzęciem, ani rośliną, ani nawet połączeniem obu z nich, ale – magazynem żywności.

Solaris-Symmetriade
Artystyczna wizja symetriady – jednego z tworów powstających na planecie Solaris (autor – D. Signoret)

Trochę inaczej wygląda to w Solaris. Podczas naszej dyskusji wspomnieliśmy o tym, że opisanie planety stanowi twardy orzech do zgryzienia ze względu na to, że Solaris to miejsce amorficzne. Na jej powierzchni znajduje się tylko ocean różniący się tym od znanego ludziom akwenu, że jest on tworem myślącym i woda przybiera w nim rozmaite kształty. Widzimy, że obserwowana istota, jej sposób zachowania i struktura biologiczna, nie przypominają niczego, co znane ludziom.

Maciej Płaza w książce O poznaniu w twórczości Stanisława Lema przytacza rozważania Manfreda Geiera tłumaczące językową niemożność wyrażenia tego, jak wygląda ocean [1] . Geier zauważa, że Solaris nie wpisuje się w ludzkie schematy pojęciowe istoty żywej, co musi prowadzić do sytuacji, w której „kiedy język nie posiada przedmiotowo-znaczącego punktu odniesienia, to nawet trwałe znaczenie jego znaków okazuje się w końcu fikcją. Co oznaczają pojęcia «ocean», «plazma», «mimoid», «śluz», «galareta», «mózg»… w kontekście solaryjskich opisów, jeśli wszystkie te znaki są jedynie nieporadnymi nazwaniami obcego świata?” [2]. Gdy opisujemy coś, co znajduje się na Ziemi, to nawet jeśli używamy określeń wieloznacznych, są one semantycznie precyzowane przez bezpośrednie otoczenie leksykalne. W przypadku charakteryzowania Solaris ten mechanizm nie zdaje egzaminu właśnie przez to, że język ujednoznacznia zdania odnoszące się do ludzkich, a nie solaryjskich realiów.

Podczas dyskusji pojawiły się też inne spostrzeżenia. Zwróciliśmy uwagę na kreatywność słowotwórczą Lema i zastanawialiśmy się nad tym, czy istnieje słowo całkowicie nieznaczące. Doszliśmy do wniosku, że nawet wyrazy stworzone tak, by nie wyrażać żadnej treści, zawsze się z czymś kojarzą. Rolę w tym poszukiwaniu sensu odgrywa nawet barwa samogłoski.

[1] M. Płaza, O poznaniu w twórczości Lema, Wrocław 2006, s. 374.

[2] M. Geier, Fantastyczny ocean Stanisława Lema (przyczynek do semantycznej interpretacji powieści science fiction „Solaris”), przeł. R. Wojnakowski, [w:] Lem w oczach krytyki światowej, Kraków 1989, s. 171.


Zdjęcie przedstawiające „Marsjańską twarz” pochodzi z portalu Wikimedia Commons i znajduje się w domenie publicznej.

Ilustrację symetriady autorstwa D. Signoreta znaleźliśmy na portalu Aliens Species. Umieścił ją tam użytkownik o nicku BlueFrackle


 

Wpis jest drugą częścią podsumowania naszego spotkania poświęconego Lemowi. Pierwszą można znaleźć pod tym adresem.

Reklamy

Czy można rozszyfrować kod gwiazdowy?

Pierwsze w tym roku akademickim spotkanie poświęciliśmy komunikacji międzyplanetarnej i sposobom opisu obcych planet. Skupiliśmy się na przemyśleniach Stanisława Lema, a w szczególności na dwóch dziełach tego autora – Głosie Pana i Solaris. Najpierw wysłuchaliśmy jednak wprowadzenia o koncepcjach językowych polskiego futurologa.

Lem dość krytycznie odnosił się do ówczesnego językoznawstwa, a dał temu wyraz między innymi w Głosie Pana, w którym zwrócił uwagę na to, że w tej dziedzinie, aspirującej do miana ścisłej, ciągle nie ustalono, czym są fonemy. Druga znamienna dla polskiego pisarza wypowiedź odnosi się do strukturalizmu. W pierwszym wydaniu Filozofii przypadku nie omieszkał on bowiem wytknąć błędów przedstawicielom tego kierunku metodologicznego. W drugim zaś wydaniu tej książki wspomniany fragment został usunięty. Dlaczego? Lem skwitował to dobitnie: Nie kopie się leżącego. Nie tylko jednak lingwiści zostali skrytykowani przez autora Solaris. Polski twórca nie oszczędził też psychoanalityków.

Na uwagę zasługują również jego poglądy dotyczące genezy języka, relacji między pojęciami a słowami oraz pragmatycznego aspektu językoznawstwa. Ciekawe wydaje się także rozróżnienie na wypowiedzi językowe opierające się na schemacie kulturowym oraz wypowiedzi pozbawione takiej podstawy. Lem spostrzegł, że zdania pierwszego typu dużo łatwiej zapamiętać, ponieważ odnoszą się one do scenariusza obecnego w rzeczywistości pozajęzykowej, a to ułatwia ich przyswojenie.

solaris
Kadr z ekranizacji „Solaris” w reżyserii A. Tarkowskiego (1972)

Po zarysowaniu kilku poglądów futurologa na sprawy językowe przeszliśmy do rozszyfrowywania kodu gwiazdowego. Ma on formę ciągu dwójkowego, składa się z dwóch bilionów jednostek i powtarza się co ponad 400 godzin (zaobserwowanie ostatniego faktu pozwoliło odróżnić go od zwykłego szumu międzygwiezdnego). To wszystko, co można o nim powiedzieć. Prof. Hogarth, główny bohater Głosu Pana i porte-parole autora, zaczyna swój wywód od przyjęcia założenia, że cywilizacja nadawców musi być dużo bardziej zaawansowana technicznie niż nasza, ponieważ Ziemianie w żadnym wypadku nie mogliby pozwolić sobie na nieustające przesyłanie takiego listu. Jeśli zatem są na dużo wyższym poziomie świadomości, to na pewno nie wysłali oni komunikatu spisanego w języku naturalnym. Dlaczego?

Język jest uzależniony od kultury. Ludzie wychowani w różnych tradycjach mogą się ze sobą porozumieć, ale wynika to z tego, że żyją oni na tej samej planecie, ich języki będą odnosiły się więc do bardzo zbliżonej rzeczywistości. Trzeba jednak zauważyć, że obca planeta będzie zupełnie odmienna od naszej, dlatego że warunki biogenezy z dużym prawdopodobieństwem różnią się znacznie od ziemskich. Jeśli już optymistycznie założymy, że istoty inteligentne także będą dwunożne i zbliżone rozmiarami do nas, to co, jeżeli postrzegają świat głównie przez zmysł słuchu lub węchu albo w jeszcze inny sposób? Jak zmieni się język istot rozmnażających się inaczej od ludzi? Odczytanie komunikatu językowego przekreśla całkowicie to, że jest on oderwany od użycia – naukowcy zwerbowani do złamania kodu nie mieli możliwości zaobserwowania zachowań nadawców.

Jeśli zatem nie wypowiedź językowa, to może równanie matematyczne? Główny bohater szybko odrzuca tę hipotezę, ponieważ nadawcy za pomocą matematyki poinformowaliby nas jedynie o tym, że istnieją – stanowi ona zbyt abstrakcyjną dziedzinę.To może dziedziczności? Przemawia za nim to, że jest niemal całkowicie pozakulturowy, ponieważ opiera się na fizyczno-biologiczno-chemicznym opisie. Użyłem słowa „niemal” nie bez kozery, w końcu genetyczny musi być jakoś zapisany, a symbole wyrażające poszczególne związki chemiczne są czysto konwencjonalne.

HisMastersVoice
Okładka pierwszego wydania „Głosu Pana” (Czytelnik, Warszawa 1968). Grafikę zaprojektował Andrzej Heidrich

Lem niczego nie rozstrzyga, lecz trudno nie zauważyć, że nie uważa on za możliwe porozumienia z cywilizacją kosmiczną. Argumenty, które przedstawia, uświadamiają nam przede wszystkim liczne przeszkody. W jego rozważaniach pojawia się wyłącznie iskierka nadziei na to, że gdy ludzkość osiągnie odpowiednio wysoki poziom cywilizacyjny, to będzie mogła rozszyfrować odebrany list. Na co to pozwoli? Hogarth przypuszcza, że w sygnale z kosmosu znajduje się tylko instrukcja pozwalająca na zlokalizowanie nadawców i wysłanie im zwrotnej wiadomości o tym, że istniejemy. Czy ten pesymistyczny scenariusz powtórzy się w filmie Nowy początek? To okaże się już w 23 listopada na spotkaniu naszego Koła. Serdecznie zapraszamy!

Druga część relacji (sposoby opisu innej rzeczywistości oraz dyskusja) pojawi się na blogu niebawem.


Kadr z filmu „Solaris” pochodzi z wpisu w serwisie Reddit., a zdjęcie okładki „Głosu Pana” – ze strony lem.pl.

Debata o żeńskich nazwach zawodów

Debata o żeńskich formach nazw zawodów i tytułów już za nami! Zgodnie z przewidywaniami, niemal dwugodzinna dyskusja nie zdołała wyczerpać tematu – wciąż wymieniamy między sobą argumenty i spostrzeżenia.

Już niedługo na stronie pojawi się podsumowanie debaty wraz z zapisem wideo. Zapraszamy do śledzenia!

debata_1
fot. Martyna Sabała
debata_3
fot. Martyna Sabała

Debata była częścią Dni Polonistyki 2018. 

Wokół de Saussure’a. Zapis spotkania z prof. Magdaleną Danielewiczową

13 kwietnia odbyło się spotkanie MKJS poświęcone naukowej spuściźnie Ferdynanda de Saussure’a. Naszym gościem była prof. dr hab. Magdalena Danielewiczowa – znawczyni teorii de Saussure’a oraz tłumaczka jego tekstów.

325px-Ferdinand_de_Saussure_by_Jullien
Ferdinand de Saussure (fot. F. Jullien)

Na czym polegał geniusz wielkiego genewczyka? Czy stosowane przez niego metody nadal mogą być wykorzystywane w badaniach językoznawczych? Co naprawdę napisał, a co mu przypisano? Prof. Danielewiczowa podjęła próbę odpowiedzi na te pytania w trakcie niezwykle interesującego wykładu. We wstępie do niego podzieliła się swoją fascynacją de Saussure’em – postacią niepośledniego formatu nie tylko ze względu na osiągnięcia naukowe, ale również swoją osobowość; w istocie, trudno w historii językoznawstwa (a może w ogóle nauki?) wskazać wielu więcej autorów tej miary – wszechstronnie uzdolnionych, obdarzonych niezwykłą umiejętnością syntezy, a przy tym świetnych i cenionych pedagogów.

Na samym wstępie zostały poczynione dwa zastrzeżenia, o których trzeba pamiętać podczas lektury dzieł de Saussure’a. Oto one:

1) należy ostrożnie wiązać myśl de Sassure’a z pojęciem strukturalizmu. Nazywanie go jednym z ojców językoznawstwa strukturalnego jest w pełni usprawiedliwione, trzeba jednak pamiętać, że – po pierwsze – genewski językoznawca sam tego słowa nigdy nie użył, a po drugie – nie można mówić o jednym strukturalizmie, tylko raczej o jego różnych nurtach, mniej lub bardziej czerpiących z osiągnięć de Saussure’a. Są to między innymi następujące szkoły:

  • glossematyka Louisa Hjelmsleva;

  • szkoła praska, w której działali tak wielcy uczeni jak Roman Jakobson, Jan Mukařovský czy Mikołaj Trubecki (Trubieckoj);

  • szkoła francuska, przekładająca myśl de Saussure’a również na antropologię, literaturoznawstwo oraz psychologię;

  • dystrybucjonizm, zwany także deskryptywizmem amerykańskim, najmniej wierny myśli de Saussure’a oraz – jak się wydaje – najmniej płodny poznawczo.

2) wiele wygłoszonych przez de Saussure’a tez zostało przeformułowanych w redakcji dokonanej przez jego uczniów, niekiedy przypisywano mu wręcz słowa, których prawdopodobnie nigdy nie wypowiedział (słynne ostatnie zdanie Kursu). Subtelne i ostrożne sformułowania de Saussure’a były poza tym wielokrotnie upraszczane i spłycane, co wynikało z niestarannego odczytania jego pism lub po prostu niezrozumienia.

Saussure_-_L'emploi_du_génitif_absolu_en_sanscrit
Strona tytułowa rozprawy doktorskiej de Saussure’a De l’emploi du génitif absolu en sanscrit (1881).

Na czym polega zatem wyjątkowość de Saussure’a? Prof. Danielewiczowa podzieliła odpowiedź na to pytanie na siedem punktów (rzecz jasna, nie wyczerpujących zagadnienia!), które warto przytoczyć w kolejności w jakiej zostały przedstawione:

1. Na uwagę zasługuje racjonalny stosunek de Saussure’a do zagadnienia genezy języka. Do dzisiaj toczą się na ten temat dyskusje i tworzy się nowe hipotezy, lecz są to właśnie hipotezy, które prawdopodobnie nigdy nie znajdą potwierdzenia w faktach. De Saussure skupiał się na tym, co poznawczo dostępne, czyli życiu języka.

2. Lingwistyka jest teraz uważana za dziedzinę nauki, ale nie zawsze tak było. W czasach aktywności szwajcarskiego językoznawcy stanowiła ona bowiem naukę pomocniczą dla takich dyscyplin jak socjologia czy historia. De Saussure był znakomitym metodologiem, który przyczynił się do usamodzielnienia się językoznawstwa.

3. Językoznawcy, i zresztą nie tylko oni, mają tendencję do tworzenia schematów i typologii. De Saussure był świadom skomplikowania języka, niepoddającego się zabiegom klasyfikacyjnym. Chciał uczynić z lingwistyki naukę opierającą się na matematycznej i logicznej metodzie analizy, ale nigdy nie stracił z pola widzenia ogromu niejednoznacznych zjawisk związanych z językiem.

4. Już przed de Saussure’em pojawiały się prace, w których próbowano odróżnić system języka od jego użycia, lecz dopiero szwajcarski badacz przeprowadził ten podział tak konsekwentnie i wyraziście. Znamy więc dzisiaj doskonale langue jako język będący społecznym tworem świadomościowym i parole, czyli użycie języka. De Saussure spotkał się z zarzutami, że uprzywilejował pozycję systemu, a nie interesowała go sfera pragmatyczna, miał on jednak w planach nie tylko opis langue, lecz także część poświęconą parole. Niestety nie zdołał jej napisać przed śmiercią.

5. Często myśli się o de Saussurze jako językoznawcy, który stworzył dwuczłonowy podział na langue i parole. W istocie w tej układance brakuje najważniejszego elementu, czyli langage – powinniśmy zatem mówić o triadzie pojęć. Czym jest langage? To sedno teorii, mechanizm wrodzony umożliwiający używanie języka.

6. Język to system układów proporcjonalnych, stosunki stosunków, różnice i tożsamości. Każdy element znajduje się w opozycji do innych składników i dzięki temu może istnieć. Myślenie proporcjonalistyczne to istota języka. Można sobie zdać z tego sprawę, gdy prześledzi się rozwój mowy dziecka lub historię języków.

7. Z poprzednim punktem wiąże się jeszcze zagadnienie delimitacji potoku mowy. Dla de Saussure’a niezwykle istotne było to, żeby wyodrębniać byty konkretne, czyli takie, które istnieją w języku, a nie są formami potencjalnymi.

Prof. Danielewiczowa zwróciła również uwagę na kunsztowność szkiców de Saussure’a. Jego prace obfitowały w rozmaite środki stylistyczne, takie jak: metafora, porównanie czy paradoks. Nie były to jedynie ozdobniki – dzięki nim szwajcarski językoznawca wyrażał złożoność struktury języka.

Po wykładzie przewidziany był czas na dyskusję. Przez ponad godzinę prof. Danielewiczowa odpowiadała na liczne pytania, zdradzające przy okazji różne zainteresowania słuchaczy – poruszano bowiem takie zagadnienia jak:

  • związki myśli de Saussure’a z dorobkiem Durkheima;

  • pozycja składni w teorii genewskiego uczonego;

  • zastosowania metodologii Saussure’owskiej w innych dziedzinach, np. w historii sztuki;

  • łączenie teorii de Saussure’a z psychoanalizą Freuda;

  • sposób wydzielania bytów konkretnych z języka.

Prof. Danielewiczowa podała również lektury rozwijające poruszane wątki, szczególnie te związane z delimitacją bytów konkretnych i statusem składni w teorii de Saussure’a (zob. bibliografia na końcu wpisu).

Jeszcze raz serdecznie dziękujemy Pani Profesor za poświęcony nam czas!

Ferdinand_de_Saussure_signature

Bibliografia:

A. Bogusławski, Jeszcze o delimitacji bilateralnych wielkości językowych [w:] Symbolae slavisticae dedykowane Pani Profesor Hannie Popowskiej-Taborskiej, red. E. Rzetelska-Feleszko, Warszawa 1996, s. 47–55.

M. Danielewiczowa, Schematy składniowe – podstawowe kwestie metodologiczne, „Poradnik Językowy” 2010, nr 3, s. 5–27.

Z. Saloni, Co istnieje, a co nie istnieje we fleksji polskiej, „Prace Filologiczne” 1992, s. 75–87.


 

Wszystkie umieszczone we wpisie ilustracje znajdują się w domenie publicznej i pochodzą z witryny Wikimedia Commons.

Kwietniowe spotkanie MKJS – wokół de Saussure’a

Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie MKJS, które odbędzie się w piątek 13 kwietnia o godz. 17 w sali nr 27 na Wydziale Polonistyki. 

Naszym gościem będzie prof. Magdalena Danielewiczowa, która przybliży nam myśl Ferdynanda de Saussure’a.

Mamy zamiar nieco odkurzyć teorię wielkiego Szwajcara i zastanowić się, czy wciąż może być ona przydatna w badaniach językoznawczych. Wyjdziemy w tym celu poza podręcznikową wiedzę o autorze Kursu językoznawstwa ogólnego i spróbujemy dotknąć mniej znanych aspektów jego twórczości. Przed spotkaniem warto przypomnieć sobie podstawowe dzieła de Saussure’a: Kurs językoznawstwa ogólnego oraz zbiór Szkice z językoznawstwa ogólnego.

 

325px-Ferdinand_de_Saussure_by_Jullien
Ferdinand de Saussure (1913), fot. F. Jullien Źródło: domena publiczna

 

Rozpoczniemy tym samym cykl spotkań dotyczących teorii językoznawczych. Będziecie mogli nie tylko poznać różne interesujące narzędzia do badań nad językiem, lecz także pospierać się z nami (oraz między sobą) o to, która teoria jest lepsza, która już przestarzała, która chybiona, i czy przypadkiem niektóre teorie się jednak nie zazębiają.

Zapraszamy!

Sztuka pokazywania slajdów, czyli o prezentacjach naukowych

23 lutego 2018 roku mieliśmy okazję uczestniczyć w zajęciach dotyczących technik prezentacji w nauce i dydaktyce. Profesor Magdalena Zawisławska i profesor Iwona Burkacka omówiły poszczególne funkcje prezentacji i najczęściej popełniane błędy, a także elementy mowy ciała wpływające na odbiór prelegentki lub prelegenta.

pic1
www.phdcomics.com, autor: Jorge Cham

Poniżej przedstawiamy kilkanaście najważniejszych spostrzeżeń:

– Referat nie jest artykułem naukowym. Nie da się przerobić artykułu naukowego na referat.

– Czas wystąpienia podczas konferencji to zazwyczaj od 10 do 20 minut. W ciągu 20 minut prelegentka lub prelegent jest w stanie przedstawić około 8 stron tekstu, należy pamiętać jednak o tym, że tekstu nie powinno się czytać z kartki.

– Warto przed wystąpieniem sprawdzić miejsce, w którym odbędzie się konferencja. Jednym z czynników mogących wpłynąć na czytelność prezentacji jest oświetlenie sali. Światło słoneczne nie może przeszkodzić w wyświetlaniu slajdów. Od oświetlenia (a właściwie nasłonecznienia) sali zależy wybór tła prezentacji.

– Jeżeli prezentację kieruje się do odbiorcy, który jest specjalistą w danej dziedzinie, nie trzeba szczegółowo definiować terminów i dokładnie objaśniać metodologii – jeśli jest inaczej, należy poszczególne pojęcia skrupulatnie wyjaśnić.

– Funkcja slajdów: przyciągnięcie uwagi słuchaczy, ułatwienie w zapamiętaniu treści. Treść zaprezentowana na slajdach to jednak bardzo często spłycenie danej idei – należy wziąć to pod uwagę.

– Wprowadzenie do prezentacji nie musi być schematyczne, powinno przede wszystkim zaciekawić słuchaczy.

– Projektowanie slajdów:

  • Tekst na slajdzie nie powinien być przez referentów i referentki czytany.
  • Wielkość fontu zależy od tego, gdzie siedzą słuchacze i słuchaczki.
  • Fonty bezszeryfowe nadają się do prezentacji, jeżeli jednak wśród odbiorców
    i odbiorczyń mamy osoby niedowidzące, wtedy lepiej użyć fontu szeryfowego.
  • Należy zwrócić uwagę, czy w danym foncie występują polskie znaki diakrytyczne.
  • Tekstura – im bardziej wyszukana, tym mniej widoczny tekst.
  • Dobre kolory tła – czerń, biel, granatowy, czerwony.
  • Wykresy – najważniejsze informacje powinny być zaznaczone w wyrazisty sposób.
  • Za każdym razem trzeba podać źródło wykorzystanego zdjęcia lub wykorzystanej grafiki.

– Warto być przygotowanym na sytuację, w której komputer lub rzutnik przestaną działać – dobrze sprawdzają się wtedy handouty.

 

Życzymy powodzenia podczas wygłaszania kolejnych prezentacji!